Osiągnięcia

Na to bowiem, aby owa więź psychiczna powstała, składać się musi zarówno wiele właściwości zachowania się dziecka, jak i przede wszystkim osiągnięcie przez mężczyznę odpowiedniego poziomu dojrzałości społecznej. Można więc powiedzieć, że sposób pełnienia przez mężczyznę roli rodzicielskiej stanowi dobry wskaźnik diagnostyczny świadczący o poziomie jego dojrzałości psychicznej.
W przypadku zaś stwierdzenia niewłaściwego funkcjonowania mężczyzny w roli ojca należy mu pomóc w przezwyciężeniu tych oporów psychicznych,  które przeszkadzają we właściwym pełnieniu tak ważnej funkcji wychowawczej, czyli inaczej mówiąc, trzeba pomóc mu dojrzeć. Tego typu rolę pełni zaś, jak wiadomo, właściwie prowadzona psychoterapia. Konieczność prowadzenia rozmów terapeutycznych z rodzicami (a szczególnie z ojcami) nie umiejącymi właściwie wywiązać się ze swej roli w procesie wychowania dziecka stanowi jeden z bardzo poważnych argumentów świadczących o potrzebie dalszego rozwijania poradnictwa rodzinnego. Tego typu problemami powinien bowiem zajmować się psycholog i psychiatra rodzinny. Jak wynika z doświadczeń amerykańskich psychoterapeutów rodzinnych, w przypadkach omawianych ostatnio rodziców okazujących skłonności do znęcania się nad dziećmi interwencja psychologiczna daje bardzo dobre rezultaty. I tak np. cytowani uprzednio B. F. Steele i C. B. Pollock (1968) stwierdzają, że praca psychoterapeutyczna z rodzicami przejawiającymi skłonność do znęcania się nad dziećmi w 3/4 przypadków daje zdecydowanie pozytywne rezultaty. Poddani psy.- choterapeutycznym oddziaływaniom rodzice nie tylko przestają być niebezpieczni dla swych dzieci, ale również ich kontakty z pozostałymi osobami wyraźnie się polepszają.

Straszne doświadczenia

Przyczynę tych niedojrzałych reakcji w stosunku do dziecka stanowią różnego rodzaju negatywne doświadczenia z okresu własnego dzieciństwa. Tak więc na zakończenie analizy omawianych ostatnio ponurych przypadków, kiedy rodzic (a najczęściej ojciec) skutkiem swej niedojrzałości emocjonalnej znęca się nad dziećmi, trzeba podkreślić, że przypadki te stanowią raczej krańcowe przejawy niedojrzałości rodziców. Niemniej jednak, jak każde przypadki ekstremalne, ukazują z dużym stopniem ostrości fakt, że rodzice z chwilą przyjścia na świat dziecka muszą przebyć kolejny etap rozwoju psychicznego, kolejny etap dojrzewania społecznego, polegający na wyzbyciu się wielu silnie niejednokrotnie zakorzenionych egoistycznych dążeń. Być może, proces ten przebiega u ojców bardziej dramatycznie (na co zdają się wyraźnie wskazywać przytoczone powyżej badania), wynika to prawdopodobnie z faktu „mniej odczuwalnych” biologicznych związków ojca z dzieckiem. Matka ma stosunkowo większą łatwość traktowania dziecka jako „cząstki siebie”, jest to bowiem bardziej ewidentnie „cząstka” jej ciała. Ojciec natomiast musi przyswoić sobie poczucie związku z dzieckiem wyłącznie na drodze psychicznej i to najprawdopodobniej należy do najbardziej znamiennych cech ojcostwa.

Badania na rodzicach

L. C. Terr (1970) w swych ponad sześcioletnich badaniach klinicznych nad rodzicami przejawiającymi skłonność do znęcania się nad dziećmi stwierdził u nich następujące cechy: 1) krańcowo nierealne fantazje na temat dziecka wypływające z własnych odległych marzeń z okresu dzieciństwa, przy czym fantazje te głównie dotyczą rozwoju dziecka, z reguły są one nacechowane lękiem przed ewentualnymi niepowodzeniami dziecka oraz silnym rozczarowaniem z powodu różnych uchybień tegoż dziecka; skłonność do zajmowania ekstremalnych pozycji w grupach społecznych, tj. albo do bezwzględnej dominacji, albo też do podporządkowania się (submisji) wobec innych członków grupy; 3) ataki złości rodziców kierowane są szczególnie na te dzieci, które posiadają jakieś widoczne defekty fizyczne lub psychiczne. Warto jeszcze wspomnieć o ciekawej koncepcji przedstawionej przez D. G. Gila (1970), którego zdaniem zarówno u ojców, jak i u matek skłonność do przejawiania okrucieństwa wobec dzieci wynika z braku odpowiedniej identyfikacji w okresie dzieciństwa z własną matką. Ów brak identyfikacji wypływa, według Gila, najczęściej z tego, że matki rodziców okazujących skłonność do znęcania się nad dziećmi były zbyt surowe, czyli tym samym można stwierdzić, że znane w psychologii behawiorystycz- nej prawo mówiące, że surowość (a w tym przypadku nawet okrucieństwo) rodziców jest wynikiem odczuwanej na „własnej skórze” dużej surowości ze strony własnych rodziców, znajduje potwierdzenie.

Złe skłonności

Cechom osobowości rodziców przejawiających skłonność do znęcania się nad dziećmi poświęcono kilka badań, o niektórych z nich warto wspomnieć. I tak np. R. Galdston (1965) stwierdził w czasie badań klinicznych, że rodzice okazujący skłęnność do znęcania się nad swymi dziećmi podświadomie sami uważają się za dzieci, nie odróżniając się tym samym od dzieci, nad którymi sprawują opiekę.
Podobny pogląd reprezentują dwaj inni autorzy, którzy badali cechy osobowości rodziców znęcających się nad swymi dziećmi, tj. B. F. Steele i C. B. Pol- lock (1968). Stwierdzili oni, że generalną cechą stosunku tego typu rodziców do swych dzieci jest stawianie im (tj. dzieciom) zbyt wysokich wymagań, najczęściej przekraczających możliwości rozwojowe dzieci. Ponadto autorzy ci zauważyli, że: 1) na ogół rodzice przejawiający, skłonności do znęcania się nad dziećmi odczuwają szczere pragnienie bycia dobrypii dla dzieci, 2) można u nich stwierdzić głęboko ukrytą tęsknotę za tym, aby dzieci wypełniły boleśnie przez nich odczuwaną pustkę w życiu i wpłynęły tym samym na podwyższenie ich samooceny, 3) przekonanie, że surowe, nie dopuszczające sprzeciwu, zmuszanie dzieci, aby czyniły dobrze, jest właściwą formą wychowania. Z badań porównawczych nad rodzicami znęcaj ącymi się nad dziećmi i rodzicami nie czyniącymi tego (prowadzonych przez M. Disbrowa x) wynika, że rodzice okazujący skłonność do przejawiania okrucieństwa wobec dzieci są „skrajnie indywidualistyczni” i żyją na ogół w izolacji społecznej.

Morderstwa dzieci…

Obszerny materiał ilustrujący przypadki morderstw dokonywanych na dzieciach przez rodziców przedstawił Ph. Resnick (1969), który zebrał na ten temat dane zaczerpnięte ze światowej literatury prawniczej oraz różnego rodzaju dokumentów opisujących to ponure zjawisko począwszy od połowy XVIII wieku do 1967 r. Z analizy tych danych wynika, że przeciętny wiek ojców dokonujących morderstw na własnych dzieciach waha się w granicach 25—34 lata (w momencie popełniania tych czynów). Zdecydowana większość mordowanych przez rodziców dzieci była w wieku do trzech lat. Morderstwa popełniane przez ojców polegały głównie na uszkodzeniu głowy, podczas gdy matki mordujące dzieci częściej czyniły to przez uduszenie lub utopienie. Większość ojców, którzy zabili własne dziecko, nie wykazywała cech choroby psychicznej (psychozy). Dosyć duża liczba morderstw popełnianych przez ojców na dzieciach połączona była z samobójstwem sprawcy morderstwa, czyli ojca. Najwięcej jednak ojców zabójstwa dokonywało „przypadkowo”, tj. przy zbyt silnym i niebezpiecznym uderzeniu w czasie wymierzania dziecku kary fizycznej. W porównaniu z matkami daleko więcej ojców w wyniku dokonania zabójstwa własnego dziecka otrzymało karę więzienia i karę śmierci. Jak podaje Ph. Resnick (1969), żadna matka nie otrzymała za pozbawienie życia dziecka wyroku śmierci, a statystycznie biorąc, połowa tego typu matek po popełnieniu dzieciobójstwa skierowana została na leczenie psychiatryczne. Z powyższych danych wynika więc, że dzieciobójstwo w przypadku matek jest w dużo większym niż u ojców stopniu wynikiem różnego rodzaju patologicznych zmian w psychice.

Duża liczba dzieci

Na ogół rodzice znęcający się nad dziećmi pochodzą z najniższych warstw socjoekonomicznych, posiadają ponadto dużą liczbę dzieci.
Ojcowie daleko częściej przejawiają skłonność do okrutnego znęcania się nad dziećmi. Wszystkie opisane powyżej makabryczne czyny znęcania się nad dziećmi, zdaniem J. E. Hoovera, w 2/3 popełniane są przez ojców. Wprawdzie D. G. Gil (1970) przedstawia to zjawisko 179 w innych proporcjach, dużo bardziej korzystnych dla ojców, z jego obliczeń wynika mianowicie, że 39,2% tego typu czynów popełniają ojcowie, 47,6% — matki, a 12,1% — krewni. Niemniej jednak, jeśli weźmie się pod uwagę, że o wiele częściej w rodzinach brakuje ojca w ogóle lub, w przypadku rodzin pełnych, ojciec mniej zajmuje się dziećmi, to przedstawione przez D. G. Gila proporcje liczbowe będą ogólnie biorąc mniej korzystne dla ojców. Ponadto, jak autor ten stwierdza, uszkodzenia ciała dzieci spowfodowane przez ojców są zazwyczaj poważniejsze i dokonane z większym okrucieństwem. Wielu autorów stwierdza, że rodzice okazują większą skłonność do popełniania czynów agresywnych w stosunku do dzieci tej samej płci, a więc matki w stosunku do córek, ojcowie w stosunku do synów (por. D. B. Lynn 1974). Potwierdzać to może w pewnym stopniu przytaczane uprzednio poglądy, że okrucieństwo wobec dzieci wypływa z podświadomego uczucia zazdrości o miłość współmałżonka. Wspomniany już V. DeFrancis (1967) stwierdził, że najbardziej „krytyczny” wiek dla ojców, jeśli chodzi o skłonność do znęcania się nad dzieckiem, wynosi 30 lat, dla matek zaś 25 lat.

Znęcanie się rodziców

W jednym z amerykańskich pism prawniczych V. DeFrancis (1967) przedstawił znane sądom przypadki znęcania się rodziców nad dziećmi, które przypominać mogą obrazki z najbardziej makabrycznego filmu. I tak np. dzieci bywają bite żelaznymi prętami, drutami, ołowianymi rurkami, kłute, przypalane tlącymi się cygarami, parzone powoli ukropem czy przypalane gorącymi prętami.
Na oczach dzieci zabijani są w okrutny sposób ich ulubieńcy, a niejednokrotnie podobny los spotyka same dzieci, którym rodzice często łamią ręce, nogi, nierzadkie są złamania i pęknięcia czaszki w czasie rzucania małymi dziećmi o ścianę. Dzieci bywają duszone w workach nylonowych lub poduszkami, topione w wannach, zatruwane gazem itp. Podobne przypadki nie ograniczają się oczywiście tylko do Ameryki. To, że u nas najprawdopodobniej nikt nie dokonał systematyzacji tych ponurych zjawisk, nie świadczy bynajmniej, że rodzice w Polsce nie znęcają się nad dziećmi. Na przykład „Prawo i Życie” (z 26 lutego 1978 r.) donosi o przypadku niezwykle okrutnego pobicia małej dziewczynki przez przyjaciela matki. W wyniku tego pobicia dziecko (z trudem uniknąwszy śmierci) na zawsze postradało wzrok. Ustalenie, że sprawcą zabójstwa dziecka jest któreś z rodziców, bywa niejednokrotnie bardzo trudne, niemniej jednak, jak podaje J. E. Hoover (wg: B. Lynna 1974), na każde 22 zgony wśród dzieci amerykańskich w 1966 r. jedno dziecko zostawało zabite przez własnych rodziców.

Dbałość o dziecko

Zrepresjonowana zazdrość ojca w stosunku do dziecka może się również, zdaniem B. Liebenberga, przejawiać w krańcowo odmiennej postaci, a mianowicie w przesadnej dbałości i trosce o dziecko i lęku o to, aby się dziecku coś złego nie stało, aby nie było nienormalne itp. Ojcowie tego typu zazdrość w stosunku do dziecka przejawiają w rywalizacji z żoną na punkcie dbałości o nie. Wśród mężczyzn badanych przez B. Liebenberga taką formę „przekie- rowania” zazdrości wykazywało 41%. W innych jednak badaniach prowadzonych przez F. Rebelsky’ego i C. Hanksa (1971) okazało się jednak, że ojcowie w porównaniu z matkami bardzo mało czasu poświęcają nowo narodzonemu dziecku (do trzeciego miesiąca życia). Miarą zainteresowania dzieckiem była ilość i długość różnego rodzaju głosów i słów kierowanych przez poszczególnych rodziców do dziecka (czyli tzw. wokalizacji). Wokaliza- cje te były rejestrowane przez niewielki mikrofon przymocowany do koszulki dziecka. Jak się okazało, przeciętnie ojcowie poświęcają dziecku tylko 37,7 sekundy różnego rodzaju wokalizacji na dobę, najwięcej zaś — 10,5 minuty na dobę, co w porównaniu z matkami, które mówią do dziecka bardzo wiele, kierują doń ponadto różne głosy, zawołania itp., jest bardzo znikomą częścią. Jednym z niezwykle ponurych dowodów na to, że ojciec w stosunku do dziecka (szczególnie małego) wykazuje szereg postaw świadczących o przenoszeniu konfliktów i różnego rodzaju urazów z własnego dzieciństwa, są często niezwykle okrutne czyny agresywne popełniane przezeń wobec dziecka.

Pierwszy chłopiec

Omawianie okresu „oczekiwania na spełnienie ojcostwa” zakończyć należy stwierdzeniem, że z różnych względów rodzice wolą, aby pierwsze dziecko było chłopcem. Zdaniem M. Mead (1949) ojcowie w posiadaniu męskiego potomka zwykli widzieć w większym stopniu nieśmiertelność niż w przypadku posiadania córek. Przyjście na świat potomka, a szczególnie chłopca, ma zdaniem wspomnianego już B. Liebenberga (1967) wzbudzać u ojca na nowo wszystkie urazy, — Ojciec a rozwój dzlscka napięcia i konflikty z jego własnego dzieciństwa. Uczuciem zaś najbardziej znamiennym dla tego •kresu jest uczucie zazdrości o miłość żony. Zazdrość ta bywa oczywiście najczęściej silnie zrepr es jonowana, w związku z czym „początkujący ojciec” może nie zdawać sobie sprawy z jej występowania, niemniej jednak szereg dowodów w postępowaniu ojca względem nowo narodzonego dziecka, zdaniem B. Liebenberga, wskazuje na jej istnienie. Do najczęstszych należy irytacja z powodu zachowania się dziecka, połączona często z jego biciem, rozdrażnienie z powodu zwiększonych wydatków pieniężnych, braku ezasu, który żona musi poświęcać dziecku itp.

Wysyłanie listów

Czyny lubieżne z dziećmi, 3) gwałty lub usiłowanie dokonania gwałtu, 4) wysyłanie do różnych ludzi listów pełnych sprośności lub nawiązywanie tego typu rozmów telefonicznych, 5) homoseksualizm, oglądactwo itp. J. Curtis (wg: D. B. Lynna 1974) przeprowadził badania psychiatryczne nad 55 mężczyznami „oczekującymi na spełnienie ojcostwa”. Autor ten stwierdził, że wśród badanych dadzą się wyraźnie wyodrębnić trzy zasadnicze grupy w zależności od stopnia przygotowania do roli ojca. Grupa pierwsza to mężczyźni w pełni zadowoleni ze swej przyszłej roli ojca, nie odczuwający żadnych podświadomych niechęci do mającego narodzić się dziecka. U tego typu mężczyzn nie daje się zauważyć żadnych poważniejszych negatywnych zmian w zachowaniu. Drugą grupę stanowią mężczyźni przejawiający w umiarkowanym stopniu zaburzenia w zachowaniu się w czasie ciąży żony. Mężczyźni ci czują prawdopodobnie niezadowolenie ze zbliżającego się przyjścia na świat dziecka, niemniej jednak w końcu godzą się z tym faktem, pozostając na etapie zachowania się „starszego dziecka”. I w końcu istnieje trzecia grupa mężczyzn, na których zbliżające się ojcostwo działa do tego stopnia przygnębiająco, że nie potrafią pogodzić się z tym faktem. W związku z tym stopień zaburzeń w ich zachowaniu jest na tyle wysoki, że wymagają oni pomocy psychiatrycznej.